WROCŁAWSKI KLUB KOSZYKÓWKI

#

#

#

#

2018-08-20 16:14:25

Bartosz Ciechociński w WKK

#

Do naszego zespołu napływa siła z Lubelszczyzny. W naszych barwach będziemy mogli oglądać Bartosza Ciechocińskiego, który ostatnie trzy sezony spędził w barwach TBV Startu Lublin.

Bartosz ma 203 cm wzrostu i występuje na pozycji silnego skrzydłowego, ale może grać także jako niski skrzydłowy (zresztą od początku kariery grał na pozycji numer 3). Jest wychowankiem klubu AZS Skarpa Lublin. Przez dwa sezony grał tam w II lidze), następie rok w WIKANIE STARCIE Lublin. Stamtąd przeniósł się do Kołobrzegu, gdzie zadebiutował w ekstraklasie (2013/2014), spędzając na boisku średnio nieco ponad 7 minut, zdobywając 3,2 punkty na mecz, mając 2,2 zbiórki. Po tamtym sezonie klub został rozwiązany, a Bartosz wrócił do Lublina, gdzie przez trzy kolejne sezony bronił barw Startu w ekstraklasie, ale pojawiał się także w barwach tego klubu na parkietach drugoligowych. W ostatnim spędził na boiskach Energa Basket Ligi średnio 11:36 minut, notując 1,8 punktu i 1,4 zbiórki. -Bartek to bardzo atletyczny zawodnik, silny i skoczny. Potrafi zagrać 1x1 z obwodu. Mam nadzieję że będzie znaczącym wzmocnieniem naszego zespołu – mówi trener Tomasz Niedbalski. -Poza boiskiem bardzo sympatyczny gość!

Przyjście do WKK to potrzeba zmiany, wynikająca z głodu gry?

BARTOSZ CIECHOCIŃSKI: -Na pewno głód gry jest. Generalnie chciałem zmienić otoczenie, bo każda zmiana w moim przypadku byłaby dobra. Chyba nie trzeba mówić, że WKK ma najlepsze warunki w Polsce do treningu. O sztabie szkoleniowym też słyszałem same pozytywne rzeczy i to mnie przekonało.

Miałeś wrażenie, że stanąłeś w miejscu?

Można tak powiedzieć. Miałem wrażenie, że jestem trochę ograniczony i nie wykorzystuję w pełni swoich możliwości, siedząc w domu, na miejscu. Poza tym miałem bardzo dużo rzeczy, które mnie odciągały od tego, żeby skupić się właśnie na koszykówce. Znajomi, rodzina – zawsze znalazło się coś, co było dla mnie ważne, więc łatwo było się odciągnąć.

Mówi się, że przeskok z ekstraklasy do I ligi to krok do tyłu, ale chyba nie w Twoim przypadku?

Nie uważam, że jest to krok do tyłu. Wręcz przeciwnie, chcę tutaj zrobić duży postęp i z takim zamiarem tu przyjechałem, żeby pokazać, udowodnić swoją wartość i pomóc drużynie w osiągnięciu jak najlepszego wyniku.

Czytałam, że w sezonie 2016/2017 miałeś kryzys i chciałeś nawet odejść z klubu, a jak było w poprzednim?

Podobnie (śmiech). Rok po roku chciałem odejść w trakcie sezonu, tylko klub nie wyrażał na to zgody. Po rozmowach dawałem się namówić na kolejny i wiadomo – jak w wakacje się ćwiczy - to ambicje rosną i wydaje się, że wszystko będzie tak jak się chce, a rzeczywistość okazała się troszeczkę inna.

A zakładasz coś sobie w głowie?

Mam swoje cele, o których nie chciałbym mówić, ale na pewno przede wszystkim chciałbym jak najwięcej ćwiczyć i stawać się lepszym.

Który sezon na parkietach ekstraklasy był dla Ciebie przełomowy?

Myślę, że żaden taki nie był. Chciałbym, żeby ten był dla mnie przełomowym w I lidze. W ekstraklasie chyba najlepszy był ten, kiedy poszedłem do Kołobrzegu, miałem okazję się sprawdzić z zawodnikami, których wcześniej oglądałem w telewizji. Resztę sezonów uważam – może trochę brutalnie – za stracone lata, jeśli chodzi o granie. Na treningach dużo się nauczyłem, chociażby ustawiania się na boisku. Doświadczenie złapałem, ale jeśli chodzi o granie to nie mogę powiedzieć, że wszystko rozwinęło się super.

Patrząc na Start Lublin przez trzy ostatnie sezony – przez dwa w samym dole tabeli, w ostatnim 9 miejsce. Z jednej strony mogę zapytać, czy jest ono niedostatkiem, ale z drugiej strony może być, skoro nie było awansu do play-offów.

Wiem, że dla klubu był to najlepszy z możliwych wyników, bo awans do play-offów wiązałby się z pewnymi kosztami. Dlatego wygrywając rzutem na taśmę ostatni mecz i nie łapiąc się do play-offów było to pod tym względem dobre. Dla nas jako zawodników to niedosyt, bo wiadomo, chcieliśmy sprawić niespodziankę, nie udało się. Życzę chłopakom, żeby powtórzyli ten wynik albo zagrali jeszcze lepiej.

Weronika Marek

Powiązane artykuły