WROCŁAWSKI KLUB KOSZYKÓWKI

#

#

#

#

2018-08-19 14:55:24

Kacper Grzelak dalej w WKK

#

Kacper od 6 roku życia zaczął chodzić ze starszym kuzynostwem na koszykówkę, którzy zabrali go na pierwszy trening do NOVUM Bydgoszcz. Przez trzy lata trenował także pływanie, ale w gimnazjum postawił na basket. To wtedy awansowali z drużyną do finałów mistrzostw Polski, podczas których zajęli siódme miejsce, będąc „czarnym koniec” tamtejszych rozgrywek, mówi: -Bardzo dobrze pamiętam mecz z Rosą Radom, kiedy wygrywaliśmy dwudziestoma punktami, a ostatecznie przegraliśmy dwoma, bo spadłem na 5 fauli. W WKK występuje od sezonu 2016/2017. Zanim jednak pojawił się w naszym klubie, wyjechał szkolić się do USA. W naszych barwach wystąpił podczas finałów mistrzostw Polski U18. Wtedy także po raz pierwszy pojawił się na drugoligowych parkietach (średnio nieco ponad 9 minut na boisku, 2,3 punktu na mecz). W poprzednim sezonie wywalczył z WKK srebrny medal mistrzostw Polski U20 i dostawał więcej szans w II lidze (średnio 13:03 minut, 4,3 punktu, 44% skuteczność z gry).

Jak możesz ocenić swoją postawę w poprzednim sezonie?

KACPER GRZELAK: -W moim wykonaniu poprzedni sezon wypadł wydaje mi się, że solidnie, ponieważ odnieśliśmy sukces w mistrzostwach Polski. To mój pierwszy medal, dlatego tym bardziej się z tego cieszę. Myślę, że jakąś cegiełkę do tego sukcesu dołożyłem.

Faktycznie dołożyłeś tę cegiełkę, zwłaszcza, że Twój rocznik będzie walczyć o medal dopiero w przyszłym roku. Jakie wnioski wyciągnąłeś?

Trzeba starać się grać zespołowo, bo widać, że na tym poziomie nie wygrywają indywidualności. Kiedy graliśmy drużynowo, dzieliliśmy się piłką, wykorzystywaliśmy niuanse – lepsza dyspozycja dnia któregoś z zawodników. Cieszę się, że dołożyłem cegiełkę. Sam zdziwiłem się, kiedy wyszedłem w pierwszej piątce na mecz ze Śląskiem. To był półfinał mistrzostw Polski i nie ukrywam, że się stresowałem. Wiadomo, był to dodatkowo mecz derbowy. Lubię do tego wracać, wspominać, oglądać, czy nawet mówić, jak gadamy z chłopakami.

Czyli rozmawiacie i nagle mówisz: „Ej, chłopaki, pamiętacie jak na półfinał ze Śląskiem wyszedłem w pierwszej piątce?”

(śmiech) To było dla mnie duże wyróżnienie od trenera – w pierwszych dwóch meczach wychodziłem z ławki, z Cracovią w pierwszej piątce, później także w meczu a ze Śląskiem, a to były mecze o stawkę. Tak naprawdę nie jest to ważne, czy wychodzi się w pierwszej piątce czy jako siódmy, ósmy zawodnik – to pokazał chociażby Michał Kroczak, który wszedł z ławki i trafił dwie bardzo ważne trójki.

Patrząc na poprzedni sezon – czy nie brakowało Ci trochę odwagi?

Zdecydowanie. Odwagi, zimnej krwi i może trochę nonszalancji – coś potrafię, ale jednak doświadczenie przeważa. To widać. Jesteśmy po pierwszym tygodniu treningów z zawodnikami, którzy grali na najwyższym poziomie w Polsce - między nami jest totalna przepaść. Jeszcze mi daleko do poziomu, jaki oni prezentują, ale po to się trenuje. Wydaje mi się, że będę umiał podejmować decyzje na boisku, to przyjdzie z czasem tylko żeby nie przeczekać tego momentu.

Chłopak z campu. Pamiętasz czas, gdy przychodziłeś do WKK?

To dość zabawna sytuacja, bo na 90% byłem zawodnikiem Śląska Wrocław, ale jeden trener przekonał mnie, żeby pójść na WKK Camp, zobaczyć, porozmawiać. Wydaje mi się, że pokazałem się z dobrej strony, skoro trener powiedział, że mógłbym tu grać. Nie ukrywajmy to jeden z najlepszych klubów w Polsce. Przez trzy dni po campie nigdzie nie wychodziłem tylko czekałem na telefon. I nagle trener zadzwonił, że mogę uczęszczać. Przez ten czas na pewno zmieniłem się mentalnie i pod względem obrony. Kiedy przyszedłem do WKK, kompletnie nic o niej nie wiedziałem – broniłem tylko rękoma. Nie mówię, że teraz jestem świetnym obrońcą, ale zobaczyłem, że koszykówka to nie tylko rzucanie, mijanie, podawanie, tylko przede wszystkim siłownia, dieta, a nie ukrywam, że lubię sobie dobrze zjeść. Ten czas pokazał mi też, że są lepsi ode mnie, nie jest się w centrum uwagi i trzeba nadrobić i gonić.

Jest kogo gonić, bo teraz mamy w zespole graczy, którzy swoje już pograli w I lidze i ekstraklasie.

Bardzo fajnie mi się z nimi trenuje. Z niektórymi zaczynam łapać kontakt – rozmawiamy o życiu, o koszykówce – dają mi cenne rady. To fajne, gdy masz poparcie w starszym koledze – masz słabszy tydzień, trening, a on podchodzi i mówi, że wiele razy miał takie momenty, to normalne, więc głowa do góry. Wydaje mi się, że będzie dobra atmosfera w drużynie.



Weronika Marek

Powiązane artykuły