WROCŁAWSKI KLUB KOSZYKÓWKI

#

#

#

#

2019-01-03 20:25:47

Szaleństwo kontrolowane

#

Zaskoczyliśmy. Puzzle ułożyły się w jedną całość. Stworzyliśmy charakterną drużynę, którą trudno złamać, zwłaszcza u siebie. Doza niepewności minęła, czas potwierdzić naszą siłę w ciągu najbliższych miesięcy.

Po pierwszej rundzie uplasowaliśmy się na 5. pozycji z bilansem 10-5. Jesteśmy jedną z trzech (obok FutureNet Śląska Wrocław i Jamalex Polonii 1912 Leszno) niepokonanych na własnym parkiecie drużyn. Sprawialiśmy niespodzianki, straciliśmy kilka szans. Jednak w tym szaleństwie – jak pokazało piętnaście ostatnich meczów – jest metoda. - Przed sezonem 10 zwycięstw bralibyśmy w ciemno więc bardzo szanujemy to co zrobiliśmy jako zespół w 1 rundzie – mówi trener Tomasz Niedbalski. -Nasza gra miała być szybka, agresywna i intensywna, czasami nawet szalona (szaleństwo kontrolowane) i to w dużej mierze udało się nam zrobić, a że przy okazji dało to 10 zwycięstw? To super! Postarajmy się zatem wyłapać istotę minionych miesięcy w naszym wykonaniu.

Do rozgrywek przystąpiliśmy jako zespół, będący tak naprawdę niewiadomą. Po czteroletniej przerwie uczymy się I ligi na nowo. Cieszyliśmy się, gdy pękła pierwsza „setka” (pokonaliśmy u siebie STK Czarnych Słupsk 100:76). Na myśl o tamtym spotkaniu przypomina się także popis siły strzeleckiej Damiana Pielocha (z 37 zdobytych przez nas w drugiej kwarcie punktów, skrzydłowy zdobył 23). Nasz najlepszy zawodnik – Jakub Patoka – do tej pory czterokrotnie uzyskał double-double. Ostatni raz ta sztuka udała mu się dwukrotnie (w ciągu całego roku) w sezonie 2014/2015, gdy grał w Siarce Tarnobrzeg. - Bardzo ciężko porównać grę ekstraklasowa z grą I ligi, bo to jest zupełnie inny styl. I to co wychodzi tam, zazwyczaj nie wychodzi tutaj – mówi. - Myślę. że jak na beniaminka I ligi jesteśmy na wysokim miejscu z dobrym bilansem. Oczywiście, jest pokusa na więcej, ale tu każdy może wygrać z każdym, co zobaczyliśmy w pierwszej rundzie.

#

Nowy rozdział

Przed sezonem mówiło się, że możemy być nieobliczalni. Minęło kilka miesięcy, a czy nadal tacy jesteśmy? - Myślę, że dalej tak można stwierdzić, zwłaszcza jeśli chodzi o mecze wyjazdowe. U siebie potrafiliśmy już jakoś ustabilizować swoją formę, ale musimy to poprawić na wyjazdach i wtedy będziemy mogli powiedzieć, że jesteśmy jedną z czołowych drużyn – ocenia nasz kapitan. „Barman” jest najlepiej rzucającym za trzy zawodnikiem (w sumie ma na swoim koncie 49 trójek, śr. 3,3) i rywale zdążyli się przekonać, że gdy jest w gazie, trudno go zatrzymać. Z pewnością wielokrotnie słyszeliście określenie „twierdza Wrocław”. Hasło przewodnie (można to „zjawisko”, będące prezentowaniem dobrych emocji u siebie, kończonych wygranymi, tak określić) towarzyszyło nam przez ostatnie miesiące. Za tym stwierdzeniem, szły domowe wyniki. Na osiem rozegranych u siebie spotkań, wygraliśmy wszystkie. Po pierwszej rundzie odnotujmy jeszcze jeden istotny fakt – ani razu nie przegraliśmy dwa razy z rzędu. - Myślę, że nasz charakter najlepiej obrazuje to jak reagujemy na porażki, ponieważ nie mieliśmy jeszcze żadnej serii dwóch przegranych z rzędu, co pokazuje, że potrafimy szybko wyciągać wnioski. Dodatkowo lubimy ze sobą spędzać czas i grać razem, więc chemia w zespole jest jak należy – przyznaje Jakub Koelner.

Patrząc na pierwszoligowe podboje, można pokusić się o określenie nas mianem drużyny charakternej, co także zaznacza trener Niedbalski: - Jesteśmy zespołem charakternym, bo mamy kilku wojowników, którzy ciągną pozostałych. Mam tu na myśli Kubę Patokę, Kubę Koelnera oraz Przemka Malonę, który oprócz łokci sprzedaje jeszcze super atmosferę na ławce. Damian Pieloch potrafi z ławki tak zapalić, że damy nam dodatkowy impuls w trudnych momentach.W zespole jest dobra atmosfera, której nie burzą porażki. Na razie po każdej porażce odnosiliśmy zwycięstwo.

#

Problemy poza domem

Jako zespół jesteśmy najlepiej przechwytującą drużyną (śr. 8,9) i drugą najlepiej blokującą (śr. 3,6) tuż za Biofarmem Basket Poznań, z którym wygraliśmy na ich terenie. Skoro o poznaniakach. Mecz w stolicy Wielkopolski był dla nas sygnałem, że nasze momentami niekontrolowane szaleństwo, szybko może przerodzić się w słabość. Zawodnikom Pawła Blechacza prawie udało się ją wykorzystać. Dobrze pamiętamy ich serię 16-0 w czwartej kwarcie. Teoretycznie nasza gra wskazywała na to, że wystarczyło jedynie „dowieźć wynik do końca”, boisko – a konkretnie jego gospodarze – dokładnie nas zweryfikowali. Łatwo ostudzić nasz entuzjazm? - Jesteśmy nowym zespołem, który będzie miał swoje wzloty i upadki. To co stało się w Krakowie czy w Poznaniu ma być nauką do tego, by stale czynić postępy jako zespół. Mam nadzieję, że entuzjazmu nam nie braknie i dostarczymy jeszcze wielu pozytywnych emocji sobie i kibicom – ocenia trener Tomasz Niedbalski. Nasz kapitan dodaje: - Zdarzały się takie momenty i szybko zostaliśmy za nie karceni, właśnie głównie w Poznaniu. Na szczęście kończyło się happy endem.

Słabe spotkania wyjazdowe rozegraliśmy także w Prudniku (79:87) i – dość niespodziewanie – w Kutnie (69:82). W Lesznie przegraliśmy na własne życzenie. - Zdecydowanie mecze wyjazdowe gramy słabiej i myślę, że to jest główny punkt w naszych noworocznych postanowieniach, który będziemy chcieli poprawić – mówi Jakub Patoka. W derbach z FutureNet Śląskiem nie sprawiliśmy niespodzianki, żal o tyle, że tamto widowisko momentami było bardzo jednostronne. Z jego plusów i momentów do zapamiętania – świetna dyspozycja Bartosza Ciechocińskiego (29 punktów – 100% skuteczności za trzy, 70,6% z gry), który potwierdził ją tydzień później w domowym meczu z GKS-em Tychy. Jakub Koelner mówi, że to właśnie porażki ze Śląskiem jest mu najbardziej żal, bo wówczas zagraliśmy wyjątkowo słabo. Trener Niedbalski wspomina o tych z Jamalex Polonią i Polfarmexem: - Najbardziej żal tej z Lesznem. Mieliśmy tam swoje szanse na wygraną i przegraliśmy w samej końcówce. Z Kutnem byliśmy w bardzo trudnej sytuacji kadrowej bo Jakub Koelner grał ze złamanym nosem a Jakub Patoka wrócił do zespołu po kontuzji stawu skokowego. Przez to zagraliśmy tam bez odpowiedniej agresji. Jestem i tak pełen podziwu dla nich, że zdecydowali się na grę. Za to mecz z Bydgoszczą powinien zapaść w pamięć. Można? Okazuje się, że i na wyjazdach potrafimy grać. Kości – choć w tym przypadku piłki – zostały rzucone.

#

Patent na I ligę

Jak grać, by wygrać w tej lidze? - Trzeba przede wszystkim dobrze bronić, agresywnie i bez gapiostwa. Wtedy można łatwiej grać w ataku, ponieważ z dobrej obrony często zdobywa się łatwe punkty w kontraktach – mówi Jakub Koelner. W pewnym momencie popisaliśmy się serią 4-0. Przed startem ligi mieliśmy świadomość braku wysokiego gracza. Koniec końców, nie okazało się to dla nas ogromnym problemem. W tej lidze jest dwóch wysokich dominatorów: Olek Dziewa i Piotrek Niedźwiedzki. Oni zapewniają w każdym meczu odpowiednią porcję punktów, zbiórek i bronią pola 3 sekund. My mamy Jakuba Patokę, Bartka Ciechocińskiego, Przemka Malonę, młodych Matusiaka i Ubernę – mówi trener Niedbalski. -Ten zestaw zawodników ma zapewnić nam obronę pola 3 sekund i pozwala na przyśpieszenie gry, gdyż większość z nich spokojnie może wyprowadzić piłkę po zbiórce oraz zagrać 1x1 z obwodu. Liczę na to, że będą czynić postępy i nasza gra będzie jeszcze lepsza w 2 rundzie.

Na przywitanie z rundą rewanżową czekają na mecze wyjazdowe z dwoma ostatnimi drużynami w tabeli. One mogą sprawdzić niespodziankę, my chcemy przełamać się poza domem. Przydał nam się oddech w postaci dwutygodniowej przerwy od grania, bo ostatnie mecze w naszym wykonaniu były dalekie od ideału. - Myślę, że zmęczenie dało znać o sobie. Gramy bardzo szybką koszykówkę i można było się spodziewać tego, że dojdzie do tendencji spadkowej w końcówce – przyznaje Jakub Patoka. Mikołajkowe spotkanie odbyło się pod hasłem „Prezentujemy koszykarskie emocje”, a takowe zaprezentowały obie drużyny. Wówczas wygraliśmy 71:68, a na 20 sekund przed końcem (mimo że prowadziliśmy dwoma punktami) nasze zwycięstwo nie było do końca pewne. Ostatni mecz w roku zagraliśmy z solidnym GKS-em Tychy, a samo spotkanie przebiegło dość spokojnie. Zwłaszcza, jeśli porównamy je do wcześniej przytoczonego z pruszkowianami. Mimo że prowadzenie zmieniało się 16 razy, kontrolowaliśmy wynik i zrobiliśmy swoje.

#

W październiku graliśmy 6 meczów (5-1),w listopadzie 5 (3-2). w grudniu – 4 (2-2). W ostatnim miesiącu 2018 roku zdobyliśmy 286 punktów (z czego 59 Michał Jędrzejewski), mieliśmy 150 zbiórek, 53 asyst, 27 przechwytów, 11 bloków. Robiło się coraz trudniej, zwłaszcza u nas. Końcówkę rundy można nazwać nierówną. Z czego wynikała pewna niestabilność? - Zmęczenie materiału. Czołowi zawodnicy (Jędrzejewski, Patoka, Koelner) grali często po 30 – 35 minut. Nasz styl jest agresywny i dlatego potrzebujemy większej ilości gotowych zawodników z ławki, by utrzymać poziom – mówi trener Niedbalski. - Bardzo liczę w drugiej rundzie na Kamila Fiedukiewicza oraz Dominika Rutkowskiego. Liczę też na to, że swoje dołożą też młodsi zawodnicy: Matusiak, Kroczak i Uberna. Druga runda dla nas będzie bardzo trudna. Już element zaskoczenia odpadł. Zagramy w rundzie rewanżowej w tym samym składzie – pozostałe zespoły już się powzmacniały lub szykują bomby transferowe. My musimy skupić się na tym, by na treningu podnosić jakość każdego naszego zawodnika z osobna, wtedy podniesiemy też jakość naszego zespołu. Wierzę w rezerwy ukryte w tym zespole.

Nasz szkoleniowiec zaznacza potrzebę pomocy z ławki, zwłaszcza, jeśli chodzi o młodszą ekipę. Wśród tych, dla których było to pierwsze zetknięcie z zapleczem ekstraklasy, najwięcej szans dostawał Kamil Fiedukiewicz - śr. 11:50 minut (wystąpił w 13 meczach, raz wyszedł w pierwszej piątce, 38 punktów (9 trójek). Każdy z drużyny co najmniej raz posmakował pierwszoligowych parkietów. Teraz przed zawodnikami kolejne wyzwania. Nie mówimy – nowy rok, nowi my – bo wymagamy szlifów, a nie stawiania fundamentów. Dlatego, spokojnie, kontrolujemy nasze szaleństwo.


Weronika Marek

DSC_7963_Easy-Resize.com.jpg

Powiązane artykuły